23 września o godz.16.00 w czytelni biblioteki odbyło się spotkanie członków Mikołajskiego Klubu Poezji. Po pięciomiesięcznej przerwie spotkaliśmy się w kameralnym gronie.

Pragniemy zaprezentować Państwu nowe wiersze naszej członkini klubu pani Krystyny Głodek

Pani Krystyna Głodek w trakcie czytania swoich wierszy, które prezentujemy poniżej:

Miasteczko poza sezonem

W miasteczku pełnia sezonu,

oddycham lekko w zadumie,

próbując odgadnąć jaki jest,

sens odpoczywania w tłumie.

Plan na wakacje sprawdzony,

jedzą, gdzieś idą lub jadą,

tłum się przemieszcza w dwie strony,

bo jak sobie z nudą poradzą.

A potem tłumy na plaży,

jeden obok drugiego leży,

na wodzie pełno żeglarzy,

Gwar, śmiech dzieci i młodzieży.

Wszędzie trzeba poczekać

w kolejce postać, w tłumie,

na promenadzie, w knajpach,

lecz każdy to znosi, rozumie.

Coś zjeść trzeba, czas teraz w cenie,

kelner się zwija jak umie,

ktoś przyjmie zamówienie?

Przeciska się do nas w tłumie.

A może pójdziemy na lody?

Tu też na nas kolejka czeka,

coś trzeba dla ochłody,

lecz jak tu metr człowiek od człowieka?

Bo niby dystans, rozumiesz,

lecz któż o tym pamięta w tłumie..

Jest jeszcze jedno letnie pytanie,

gdy sznur samochodów się snuje,

czy będzie miejsce na parkowanie,

bo dla nas wciąż go brakuje.

Ci z wielkich miast w swoim żywiole,

dumam siedząc pod moim balkonem,

że ja jednak stanowczo wolę,

miasteczko poza sezonem.

Euterpe

Pusto, cisza bez słowa, chociaż gwarno wokoło,

Ktoś dyktował mi słowa, czemu teraz milczenie

Nad ekranem laptopa znów pochylam swe czoło,

Oddaliłam się zbytnio, pragnę złapać tworzenie.

Dotknąć muzę widoczną tylko w smudze powietrza ,

Choć za skrawek tuniki, choć za koniec jej cienia,

Niewidzialne znów złapać i zaczerpnąć z jej wnętrza,

Bo nie zniosę już dłużej jej głuchego milczenia.

Jakąż pustkę, jałowość bez niej czuję od czasu,

Kiedy świat nas wypełnił oddzieleniem i strachem,

Zewsząd pełno paniki, medialnego hałasu

Co się wdziera drapieżnie z swym jadowym rozmachem.

Rodzi w sercu pragnienie by znów życie wróciło,

Pokój w sercu, poczucie, że znów jestem bezpieczna,

Znowu pisać i tworzyć, by jak dawniej znów było,

Lecz do tego ma muzo twa obecność konieczna.

Znowu wejść w twe objęcia i zatańczyć znów razem,

Razem dotknąć kielicha, napić razem się wina,

Niech się stanie ten dotyk nowym słownym obrazem,

A wiersz niechaj popłynie niby śnieżna lawina.

COVID

Obrazy słońcem malowane,

spowite mgłami, deszczem skropione,

i takie myśli dziś nad ranem,

na światło dzienne wystawione.

Słowa uwięzły głęboko w krtani,

zakryta maską zdolność tworzenia,

niemoc, bezsilność głęboko rani,

wszędzie zakazy, ograniczenia.

Pozostań jeśli możesz w domu,

lepiej nie zbliżać się do ludzi,

nie można teraz ufać nikomu,

strach naturalne pragnienia studzi.

Dzisiaj na świecie takie obrazki,

znak oddzielenia, zakryte twarze,

i tylko widać oczy znad maski,

zachowaj dystans radzą lekarze.

Oddech niepełny, nieświeży, duszny,

pragniesz to zdjąć już ze swojej twarzy,

lecz chronisz innych, to wybór słuszny,

może nic złego się nie przydarzy.

Zło niewidzialne, ten wróg ukryty,

który oddziela nas od innych,

wciąż nienażarty i niedopity,

wkłada kagańce i szuka winnych.

Boże, takie pragnienie się we mnie budzi,

daj nabrać oddech bez zagrożenia,

znowu się witać, przytulać ludzi,

wszak jest to jedna z potrzeb istnienia.

Skip to content