Dzisiaj przedstawiamy dla Państwa wiersz napisany przez pana WOJCIECHA RUSZEWSKIEGO, mieszkańca Mikołajek .

BIAŁY SZKWAŁ

Sierpniowego popołudnia

popielate chmury

zaczęły się przemieszczać

z południa nad Mazury.

Przecudna pogoda

dwa stopnie Beauforta

sprawiły, że żeglarze

nie siedzieli w portach.

W bardzo krótkim czasie

szkwał w wodę uderzył

swe ogromne zębiska

wodniakom wymierzył.

Co przezorniejsi do zatok

w trzciny powpływali

i swoje koraby

do drzew przywiązali.

Niebo otworzyło

wszystkie swe zawory

woda z nich trysnęła

niczym plagi z puszki Pandory.

Stał się Armagedon

spienionych bałwanów

porównywalny do filmowego

„Gniewu oceanu”.

Wywrócone żaglówki

drzewa połamane

te w dużych koronach

z korzeniami wyrwane.

Rozproszone ptaki

swoich gniazd szukają

są zdezorientowane

i w koło pływają.

Wtem nastała cisza

tęczy tam nie było

uratowani sądzili

że to im się śniło.

Po kilku latach, na Śniardwach

rybackie brygady

usiłowały podnieść sieci głębinowe

lecz nie dali rady.

Zatopioną żaglówkę miast ryb wydobyli

że była ofiarą szkwału

tego pewni byli.

Łódź była puściutka

załogi nie miała

przez wodę zniszczona

cała zamulona.

Podobno w sierpniu widać

jak niebiańskim jachtem

po Śniardwach płynie 12 żeglarzy

pełniąc wieczną wachtę.

WOJCIECH RUSZEWSKI